| Spis treści |
|---|
| To niemożliwe! Nie moje dziecko! |
| Strona 2 |
| Wszystkie strony |
To niemożliwe! Nie moje dziecko!
Anna Kuciak
Polskie Towarzystwo Zapobiegania Narkomanii
„To niemożliwe!”, „Nie moje dziecko!”, „Jak mógł mi to zrobić!” – od takich stwierdzeń zaczyna się w wielu rodzinach walka z używaniem narkotyków przez dziecko. Podkreślam: walka z używaniem narkotyków, a nie z dzieckiem. W późniejszym czasie następują zdarzenia, których scenariusze są podobne.
Dlatego nie czekając na nowe trudniejsze sytuacje należy jak najszybciej doprowadzić do wizyty wszystkich członków rodziny u specjalisty.
Uzyskane porady, włączenie się do grup samopomocowych czy do innych form pomocy pozwoli przetrwać kryzys i ułożyć w nowy sposób relacje w rodzinie. Pod żadnym pozorem nie należy lekceważyć fazy eksperymentowania i uśpić własnej czujności.
Wielu rodziców ma wątpliwości i zastanawia się, czy wizyta w poradni nie jest przedwczesna, czy ich dziecko nie odczuje tego zbyt boleśnie, obrazi się, a nawet poczuje się skrzywdzone. Czy czekalibyśmy, gdyby sprawa dotyczyła wyrostka robaczkowego? Na pewno nie! Czekanie może skończyć się głębokim uzależnieniem syna czy córki, toteż dobrze pomyśleć w kategoriach zdrowia i bezpieczeństwa młodego człowieka. Lepiej, żeby dziecko nas przez chwilę nie lubiło, wyrażało pretensje o tak radykalne rozwiązania, niż miałoby się okazać, że przegapiliśmy coś istotnego. Wizyta w poradni to przede wszystkim wykluczenie uzależnienia, a nie przypisanie dziecku etykiety „narkoman”.
Zupełnie inaczej rzecz się przedstawia, gdy młodemu człowiekowi przez wiele miesięcy udaje się ukrywać używanie narkotyków i dopiero jakieś dramatyczne zdarzenie (np. interwencja policji) ujawni problem. W takim momencie zaczyna w domu dominować kompletna dezorientacja, strach i rozpaczliwe poszukiwanie pomocy. Co wówczas robi dziecko? Po pierwsze minimalizuje zagrożenie, zarzuca rodzicom „urojenia”, wysyła ich do psychiatry, odmawia współpracy, odmawia poddaniu się badaniu na obecność narkotyków w moczu. Czasem używa szantażu, że wyprowadzi się z domu, wykrzykuje twierdzenia „marihuana to zioło, wszyscy biorą, świat wygląda teraz inaczej, nic nie rozumiecie”. Próbuje wpędzić dorosłych w poczucie winy. Na propozycję wizyty u specjalisty odwołuje się do praw człowieka i konstytucji. Jeśli rodzinę łączą silne więzi, istnieje szansa na szybką wizytę w poradni. Natomiast gdy rodzina składa się z osób dawno nie rozmawiających ze sobą, żyjących obok siebie, sytuacja komplikuje się.
Bez udziału fachowców niemożliwe jest poradzenie sobie z narkotykami i ze zmienionym przez nie nastolatkiem, a odmowa wyrażana przez dziecko jest tym intensywniejsza, im staż w „braniu” jest dłuższy.
Jeśli nawet trudno namówić dziecko do wspólnej wizyty w poradni, warto zasięgnąć samodzielnie porady. Pozwoli to solidnie przygotować się do rozmowy, znaleźć argumenty, które nie będą domniemaniem czy przypuszczeniem, ale konkretnymi stwierdzonymi faktami, z którymi się nie dyskutuje. Trzeba wiedzieć, że czas działa na niekorzyść obu stron.
Sygnały ostrzegawcze, tj. symptomy towarzyszące używaniu narkotyków, opisywane wielokrotnie w publikacjach poradnikowych dla rodziców, mogą być mylone z zachowaniami wynikającymi z wieku rozwojowego. Dlatego my dorośli często minimalizujemy zagrożenie, staramy się usprawiedliwić lub wyprzeć sygnały niepokojące. Coraz częściej jednak, za sprawą szerokiej edukacji w tym zakresie, rodzice reagują szybko. Daje to gwarancję właściwego rozwiązania problemów całej rodziny.



