Baza placówek

Polish English French German Russian
Start ..:: Czytelnia ..:: Do czego ludzie potrzebują narkotyków?
Spis treści
Do czego ludzie potrzebują narkotyków?
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Wszystkie strony

Do czego ludzie potrzebują narkotyków?

Mieczysław Wojciechowski

Psychospołeczne mechanizmy używania substancji psychoaktywnych

T
rudno nie zauważyć dość powszechnej dzisiaj obecności narkotyków w życiu młodych ludzi. Młodzieżowe imprezy czynią sobie za punkt honoru zdobycie co najmniej symbolicznej – jeśli nie całkiem znacznej – ilości marihuany, haszyszu lub heroiny do palenia. Dyskoteki specjalizują się w środkach pobudzających („speedach”), takich jak różne odmiany extasy. Amfetamina z kolei bywa poszukiwanym środkiem w szkole czy na uczelni przy okazji klasówek i egzaminów.

Powody brania bywają różne. Marihuana bywa czasem nazywana środkiem relaksacyjnym, bo daje rozluźnienie i dobry humor. Ale jednocześnie dekoncentruje, nie pozwala się skupić i analitycznie myśleć. Toteż nie nadaje się tam, gdzie używa się „przyspieszaczy”, mobilizujących energię człowieka i umożliwiających zwiększony wysiłek w krótszym czasie, jak amfetamina czy extasy. Wygląda na to, że narkotyki bierze się z powodów czysto racjonalnych: dają jakieś konkretne efekty, których ludzie czasem poszukują – odgrywają więc pożyteczną rolę! W czym zatem problem?

Problemów jest kilka, a polegają one nie na tym, że narkotyki „nic nie dają” (bo coś dają – przecież inaczej nikt by po nie nie sięgał), ale na tym, że za ich efekty trzeba drogo płacić, i to nie tylko w sensie finansowym. Cena ta jest jednak rozłożona na raty i dlatego trudno ją dostrzec od razu.

Po drugie zaś, efekty te nie trwają długo, lecz są chwilowe i dość powierzchowne. A po trzecie – powody brania, wbrew pozorom, zwykle mają podłoże bardziej emocjonalne niż racjonalne

Eksperyment? Presja? Ciekawość?

Niektórzy twierdzą, że podstawowym motywem osoby, która sięga po narkotyki po raz pierwszy, jest ciekawość, chęć spróbowania, przeżycia nieznanego doświadczenia. I tak chyba rzeczywiście bywa. Ale prawdą jest również, że istnieją obawy przed narkotykami. Nierzadko obawy walczą z ciekawością. Co wygrywa? Różnie.Wynik zależy często od czegoś innego: od wpływu innych osób – rówieśników, kolegów, przyjaciół. Ciekawe, że na początku przyjmowanie narkotyków prawie nigdy (może wyjątkowo) nie odbywa się w samotności i w pojedynkę, lecz w grupie, a przynajmniej w obecności jednej czy dwóch osób, które narkotyki skądś przyniosły, kupiły czy „zdobyły”. I kto wie, czy wielu „pierwszorazowych” młodych ludzi w ogóle by narkotyki przyjęło, gdyby nie obecność innych. Bo ta obecność nie jest obojętna ani neutralna. Środowisko osób już używających narkotyki wywiera zawsze pewien wpływ na niebiorących. Czy musi to być jednak nachalna, bezpośrednia presja? Najczęściej sposoby są bardziej subtelne. Wystarczy na przykład roztaczać wokół siebie pewną aurę „wtajemniczenia” i z politowaniem lub wyższością spoglądać na resztę, by wprawić tę resztę w zakłopotanie i uruchomić w niej chęć dołączenia się do „kręgu wtajemniczonych”. Czasem może to być kpina z obaw danej osoby przed narkotykami albo sugerowanie, że jest mięczakiem, tchórzem, maminsynkiem – i to wystarczy. Trzeba naprawdę sporo niezależności i odwagi, aby w takich sytuacjach nie poddać się subtelnej (czasem mniej subtelnej) presji.

Tutaj pojawia się pierwszy – i to jak najbardziej emocjonalny – powód brania: obawę przed śmiesznością, kpiną, krytyką, lęk przed nieakceptacją czy wręcz odrzuceniem kolegów. Chęć uniknięcia tych wszystkich kłopotów i bycia akceptowanym przez własne środowisko jest bardzo często pułapką, niełatwym do zerwania łańcuchem, który może nas trzymać bardzo mocno na uwięzi i czasem skłaniać do takich działań, na które kiedy indziej nie mielibyśmy wcale ochoty.

Kłopoty z poczuciem wartości

Czy da się określić ryzyko wejścia na drogę brania narkotyków? Nie wydaje się, aby to można było zrobić z góry, ale na pewno trzeba uwzględnić tutaj nie tylko własną ciekawość, ale także skłonność do ulegania naciskowi ze strony innych ludzi, zwłaszcza rówieśników. Równie ciekawym pytaniem jest jednak to, czy jesteśmy skazani na taką podatność na naciski, jaką teraz mamy, czy też nie – i od czego to zależy. Od czego więc zależy to, czy jestem mniej czy bardziej zależny od otoczenia? Czy mniej lub bardziej zależy mi na jego opinii i jestem skłonny się jej podporządkować, nawet kosztem innych wartości, które mogę skądinąd także wysoko cenić? Ma to związek z poczuciem własnej wartości.

Osoby o stosunkowo wysokim poczuciu wartości mają większe oparcie w samych sobie, nie muszą mniemania o sobie opierać w tak wysokim stopniu na opiniach otoczenia. W gorszej sytuacji są osoby o niskim poczuciu własnej wartości. One z kolei jakby nie wiedzą, ile właściwie są warte, toteż ocenę samych siebie oddają w ręce innych: jeśli otoczenie je akceptuje, wtedy ich poczucie wartości rośnie, jeśli nie – rozpada się w gruzy. Dlatego tak trudno narazić się im na ryzyko nieakceptacji. Ale akceptacja ma swoją cenę – trzeba spełniać wymagania otoczenia. Nie można się wychylać.

Rozumienie tego mechanizmu podpowiada oczywisty sposób postępowania, służący jego eliminacji lub osłabieniu: praca nad poczuciem własnej wartości wpływa na zwiększenie niezależności od otoczenia. Gdy ma się nieco więcej owej wewnętrznej niezależności, gotowości do obrony własnego zdania – wtedy łatwiej podjąć decyzję na przykład o odmowie przyjęcia narkotyków, gdy się nie ma na to ochoty, alby przynajmniej ma się co do tego wątpliwości. Właśnie te wątpliwości bywają nierzadko tłumione pod wpływem nacisku z zewnątrz. Ktoś o większej pewności siebie może natomiast dać sobie do tych wątpliwości prawo, podobnie jak prawo do tego, aby nie podejmować decyzji natychmiast tylko dlatego, że nie potrafi (obawia się) odmówić. A skoro dotarliśmy do tego miejsca, to poświęćmy trochę uwagi odmawianiu. Czy się go nauczymy, czy nie, to i tak dokładniejsze przyjrzenie się sobie w sytuacji odmawiania rzuci trochę więcej światła na to, jak się ma sprawa z naszym poczuciem wartości. Potraktujmy więc poniższy rozdzialik albo jako instruktaż, albo przynajmniej jako mały test dla siebie.



 
tel. 22 621 13 59
Odwiedziło nas:

Dzisiaj:13
W tym miesiącu:2949
W tym roku:20144
Wszystkich wizyt:48526
Odsłon:414661